wtorek, 10 września 2013

Rozdział XII

Weszliśmy do pokoju przez dobrze naoliwione drzwi. To był najwidoczniej pokój Nialla.Blondyn siedział na parapecie, grał na gitarze i cicho śpiewał piosenkę Little Things. Gdy zobaczyłam blondyna serce pękło mi po raz kolejny. 
- Niall! Caroline przyszła się przywitać. - Powiedział Liam przerywając ciszę.  
-Co?! Co ona tu robi?! - Zapytał wyraźnie sfrustrowany Niall.
- Ona.. ma pokój na górze... - Powiedział Liam.
- Co?! - powiedział widocznie zdziwiony Niall. - A kto niby tak zarządził?! - krzyczał. Boże czego on mnie tak nie lubi?! Oczy w jednym momencie mi się zaszkliły a po policzku spłynęła jedna łza. starałam się nie płakać i nie okazywać bólu jaki sprawia mi Niall swoją obojętnością względem mnie. 
- No.. my z chłopakami... wszyscy się ucieszyli... - bronił mnie Liam. 
- A mnie się ktoś o to zapytał?! - Mówił blondyn. 
- No nie... ale masz coś przeciwko? - Zapytał już złym tonem Liam. 
- Ta.. TAK! Mam! - Powiedział blondyn. na te słowa łzy bez mojego pozwolenia zaczęły spływać mi po policzkach. 
  - Prze.. przepraszam! - Krzyknęłam i wybiegłam z pokoju wprost do łazienki, która była koło schodów. 

* Oczami Nialla. *
- Ta.. Tak! Mam! - Krzyknąłem. Serce mi pękało, ale nie mogę okazywać słabości do jej pięknych, ognisto-rudych włosów, śnieżnej cery.. brązowych oczu... STOP! Car się rozpłakała. 

- Przepraszam! - rzuciła i wybiegła   z pokoju. Co ja najlepszego narobiłem ?!
- Niall jesteś jakiś hamski i tępy od kilku dni! Co się z tobą dzieje?! - Krzyczał na mnie brunet. 

- Nie drzyj się frajerze! Sam nie jestem z siebie dumny! - Krzyknąłem, a Liam patrzył na mnie zły. 
- Przepraszam. - Powiedziałem patrząc w ziemię. 
- Może... idź do niej i ją... - 
-Nie! - Przerwałem mu. Nie mogę do niej pójść.  
- Czemu?.. - 
- Bo Nie! - Powiedziałem krótko i odwróciłem się do szatyna plecami. Myślałem, że zaraz się na mnie rzuci... 

* Oczami Liama * 

Jaki on jest kurwa głupi!Debil. Sam pójdę i ją przeproszę za niego. Wyszedłem z pokoju i poszedłem w stronę łazienki z której dochodziło ciche szlochanie. 
- Carlorine... - Powiedziałem pukając. - Wpuścisz mnie? - Zapytałem jak naj czulej umiałem. 
- Nie. - Odpowiedziała sucho. 
- No.. Proszę - Powiedziałem. W jednym momęcie drzwi się otworzyły. Na pralce siedziała czerwona od łaz, rozmazana Car.  
- Bozie ;...; - Powiedziałem, a ona podniosła oczy i spojrzała na mnie. 
- Kochasz go? - kontynuowałem. 
- Ta.. Tak..Chyba tak.. Nie wiem. - Powiedziała. 
***


:< Nikt nie komentuje, nikt nie czyta. *Smuteczek* 

2 Kom- NEXT. 

2 komentarze: