*Caroline *
- Mam przestać? - Powiedziałam, a raczej zapytałam przygryzając wargę. Boże on jest taki seksowny.. Wg nie słuchałam, co mówił. Moja podświadomość powtarzała wciąż ' jaki on seksowny! jaki on seksowny! jaki on seksowny! jaki on seksowny! jaki on seksowny! '
- Więc mówisz, że mam przestać? - Powiedziałam popychając go na łóżko. Stałam przed nim przygryzając wargę.
- Czy oby na pewno tego chcesz?? - Powiedziałam siadając na nim okrakiem. Poruszyłam kilka razy biodrami, na co on jęknął.
- Caroline... - Wydobyło się z jego ust ciche westchnienie. - Proszę...
- Czyli jednak mam nie przestawać? - zapytałam zaciekawiona.
- Nie! Pieprz mnie! - Powiedział donoście . Zaczęłam powoli ściągać jego koszulkę, co sprawiało, że się poruszałam, a co z kolei sprawiało, że jego przyjaciel twardniał.
- Boże Car Proszę! - Powiedział, a ja go delikatnie pocałowała. ' I kto teraz ma nad kim kontrolę, Horan? '
Zaczęłam powoli ściągać moją koszulkę .
- Jad.. To znaczy Car! - Jęknął wahając się.
- Jade? - Zapytałam podejrzliwie. Byłam wkurwiona.
- Chciałem powiedzieć Caroline! No kotek.. -
- Ale coś ci nie wyszło! - Powiedziałam natychmiastowo wstając z niego.
- Car! - Krzyknął, zanim wyszłam z pokoju.
- Proszę ! - Mówił idąc za mną.
- Nie! - Powiedziałam, a on złapał mnie za nadgarstek i obrócił.
- idź sobie kurwa do Jade. - Powiedziałam przez płacz.
- Ojejku każdy może się pomylić.! - Mówił donoście.
- To może ja następnym razem zamiast Horan będę krzyczeć ' Malik ' ?! - Wydarłam się, na co on spojrzał na mnie tym lodowatym wzrokiem.
- Jesteś moja, rozumiesz? - zapytał łapiąc mnie za policzki, przez co musiałam na niego spojrzeć.
- Jesteś moja i zabije każdego, kto cię tknie. - Mówił przez zaciśnięte zęby. Zły Horan powraca.
- Nie! - Sprzeciwiłam się , wyrywając od jego mocnego uścisku, który następnie objął moją rękę. Patrzył na mnie chwile w ciszy tym swoim kamiennym wzrokiem, który przeszywał mnie na wylot.
- zrozum, że nie możesz mieć wszystkiego! - Krzyknęłam, a on wciąż się nie odzywał.
Pewnie nie wiedział, co powiedzieć.
- To idź sobie to tego swojego Malika. - Powiedział już po cichu. - Tylko nie daj się zeszmacić. Powodzenia. - Powiedział półszeptem i zostawił mnie na środku korytarza samą.
łzy spływały mi po policzkach jak szalone. - Niall! - Krzyknęłam, ale on się nie odwrócił. Zaczęłam za nim iść, ale on zatrzasną mi drzwi przed nosem. Oparłam się o nie i zjechałam na ziemię. Czy ja muszę zawsze, wszystko spieprzyć?
***
Nie wiem, czy podobają się wam moje rozdziały... Hmm?
wiem, że krótki...
Kc <3
wiem, że krótki...
Kc <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz