Lekcja była strasznie nudna, tym bardziej, że całą matmę myślałam o Horanie..
Zadzwonił dzwonek zbawienia.. Wszyscy jak zwierzęta rzucili się na drzwi. Żal.
Szłam sobie spokojnie korytarzem rozmyślając o życiu. Nagle poczułam czyjeś zimnie ręce zaciskające się na moim nadgarstku, na tyle mocno, że syknęłam z bólu.
- Au! - Krzyknęłam i gwałtownie zostałam wciągnięta do schowka na miotły. Jeszcze dłuższą chwilę byłam otumaniona.
- Puść mnie ! - Krzyknęłam rozglądając się dookoła. Widziałam męską postać, ale nie mogłam oszacować, kim ona była, ponieważ było ciemno.
- Puść mnie kimkolwiek jesteś! - Krzyknęłam jeszcze raz. Tym razem ktoś zatkał mu buzie rękom.
- Zamkniesz te swoje malinowe usta, czy mam ci pomóc? - Powiedział lekko zachrypnięty głos. NATHAN! W jednej chwili zaczęłam się trząść ze strachu... Wiedziała, że już nikt mnie nie uratuje.
- Nie bój się.. - Powiedział mi do ucha, stojący za mną brunet <?> . - Przecież ci nic nie zrobię... - Powiedział .
- No nie trzęś się tak! - Powiedział coraz bardziej zdenerwowany.
Nagle nie wytrzymałam. Musiałam się wyrwać. Wyrwałam ręce z uścisku i wybuchnęłam płaczem.
- Nathan JESTEŚ POJEBANY! - Krzyknęłam na cały głos mega wkurwiona. - Ty i ta cała twoja " Banda " NIENAWIDZĘ WAS! - Powiedziałam i wybiegłam z magazynku z następnie ze szkoły. Chciałam wykrzyczeć cały ten ból, to, że jestem taka słaba, bezsilna.
popędziłam do domu.
Po ok. 5 min dogi byłam w domu. WOW nowy rekord.
Wpadłam Wkurwiona trzaskając drzwiami i wpadając d swojego pokoju.
Po chwili usyszałam pukanie i niezwykle seksowny głos Marcela.
- Caroline... Co się stało? - Zapytał ze smutkiem w głosie.
- NIC - Warknęłam wkurwiona.
- Widzę.... - Otworzyłam drzwi i wpuściłam go do pokoju
- MAM DOŚĆ TEGO, ŻE JESTEM TAKA SŁABA I BEZBRONNA! - Wykrzyczałam wszystko, co mnie bolało. - MAM DOŚĆ TEGO, ŻE KAŻDY ROBI ZE MNĄ CO CHCE! Jakbym była chłopakiem tak bym sobie nie dawała! _ Powiedziałam splatając ręce na piersiach.
- Nie jesteś słaba! - Powiedział podają mi rękę. Odepchnęłam ją z jak największą siłą, a Marcel udawał, że go to boli. Kochany <3
- Ałła! Chciałaś mnie zabić?! - Wydarł się , ale po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
- Przestań! - Powiedziałam udając powagę. Serio to jest takie mega wkurwiające to poleganie na każdym i ta bezbronność...
Zeszłam na dół. Byli tam wszyscy.
- Hej... - Powiedziałam zaspana. Po tym, jak Marcel mnie pocieszał zasnęłam. Nie wiem ile spałam.
- Co tam? - zapytałam spokojna.
- A u ciebie śpiąca królewno Co to się w szkole stało, że się zerwałaś z 4 lekcji? - Zapytał Zayn przypominając mi o moich słabościech i Nathanie.
- Nie.. Nie ważne. - Powiedziałam i odwróciłam się patrząc na zegarek. Była 20. Odwróciłam się z powrotem do chłopaków, kiedy moje oczy napotkały czekoladowe tęczówki.
- mi nie powiesz? - Zapytał Zayn muskając włosami moją szyję. przeszedł mnie dreszcz. Przyjemny dreszcz.
- Zayn... - Jęknęłam cicho.
- Tak? - Szepnął mi do ucha. Jego oddech drażnił moją wrażliwą skórę.
- Zayn odsuń się... - Zaprotestowałam czując się niezręcznie. Każdy się na nas patrzył... Łącznie z Niallerkiem...
***
ej czego teraz nikt nie komentuje? Mam wrażenie, że się obraziłyście się..
A po drugie odzyskałam kompa <3 Rozdziały będą się dodawać 2 - 3 razy w tygodniu. Sądzicie, że to mało? Albo wręcz wystarczająco? Komentujcie !
dodawaj częściej bo chcę go czytać ;3 zajebisty on jest <3 chciała bym poznać ciąg dalszy i żeby był dłuższy bo lubie czytać oczywiście jak byś mogła pisać ja cię nie zmuszam <3
OdpowiedzUsuń